Andrzej Sapkowski – „Sezon Burz”

Po 14 latach Andrzej Sapkowski powrócił do świata Wiedźmina z prequelem oryginalnej sagi. Jak można było się spodziewać książka wywołała spore emocje wśród zagorzałych fanów Geralta oraz szerzej, wśród czytelników fantasy. Czy ryzyko się opłaciło? Według mnie tak.

Można powiedzieć, że “Sezon Burz” to skok na kasę. Można powiedzieć, że historia nie wciąga tak jak w przypadku oryginalnych opowiadań czy sagi o Wiedźminie. Można powiedzieć o tej książce wiele złego. Ale cóż z tego skoro Sapkowskiego dalej czyta się świetnie. Skoro jesteśmy już przy wadach to może na początek skupmy się na nich. Wiemy dobrze, że AS tworzy świetne postacie i obsadza je w świetnie skonstruowanych dialogach – dotyczy to również postaci pobocznych. Jednak tym razem w pamięci zapadły mi tylko trzy postacie drugiego planu: Pinety, Mozaik oraz Addario Bach. To mało jak na tak długie „opowiadanie”. Reszta postaci przewija się przez książkę bez większego echa, nie wywołując w czytelniku większych refleksji. Nie podobało mi się też umieszczanie na siłę dobrze znanych postaci takich jak Yennefer czy Nimue. To chyba miał być ukłon w stronę wiernych fanów Wiedźmina, moim zdaniem niezbyt udany, gdyż ich pojawienie się nie można było uzasadnić w żaden logiczny sposób – aż bije czysty sentymentalizm. W „Sezonie Burz” uderza też schematyczność – jeśli pojawia się czarodziej to na pewno będzie to zadufany w sobie buc. Jeśli urzędnik to na pewno przekupny. Jeśli pojawia się czarodziejka to na pewno… Geralt się z nią prześpi. I tak Jaskier znowu ma kłopoty z których wyciąga go Geralt 🙂

Łyżkę dziegciu mamy za sobą teraz został sam miód. A tego jest sporo. Bo pomimo, czasami, płaskich postaci i wpadaniu w schematyczność Wiedźmina dalej czyta się świetnie. Dialogi między Geraltem i Jaskrem, jak zawsze, czyta się z uśmiecham na twarzy. AS tych bohaterów wszakże ma opanowanych do perfekcji i chętnie przeczytałbym książkę opartą wyłącznie dialogu tych dwóch zacnych panów. Opisy walki Gerlata z potworami i zbirami to dalej jest miód na moje serce. Ich dynamika i techniczny opis sprawiają, że czytałem je z wypiekami na twarzy – na szczególną uwagę zwracają walki z Beu i Bangiem oraz z potworem z lasu. Tak jak AS nie zapomniał tworzenia opisu walki, tak nie zapomniał jak konstruuje się malownicze pejzaże wiosek, zamków i krain ze świata Wiedźmina. Oczywiście jest to malowniczość w stylu Sapkowskiego – opisująca w charakterystyczny (dosyć dosadny i realistyczny) sposób rzeczywistość podobną do średniowiecznej. Nie zabraknie zatem brudnych, zapuszczonych chałup, wszechobecnego błota i smrodu, ale do tego już przyzwyczailiśmy się w prozie Sapkowskie (czy to w Wiedźminie czy to w Trylogi Husyckiej).

Podsumowując, dla zagorzałego fana będzie to kolejne, trochę przydługie, opowiadanie o Wiedźminie. Opowiadanie, które pomimo że jest trochę poniżej poziomu oryginalnych książek to czyta się je świetnie. Ja nie żałuję ani chwili spędzonej z „Sezonem Burz”. Dla osób nie znających Geralta (lub znających go wyłącznie z gier CD Projektu) to może być dobre wprowadzenie w wiedźmiński świat. Sapkowski zrobił pierwszy krok do wskrzeszenia Wiedźmina, wyszło mu to bardzo dobrze i zobaczymy czy kolejne książki (o ile się pojawią) utrzymają ten poziom – a może nawet go przeskoczą?

Tytuł: „Sezon Burz”
Autor: Andrzej Sapkowski
Wydawnictwo: Supernova
Język wydania: polski
Numer wydania: I
Data premiery: 2013-11-06

Dodaj komentarz