Transistor – PS4

Jednym z marzeń człowieka jest przeniesienie swojej świadomości do cybernetycznego mózgu. Wszelkie tego konsekwencje świetnie zobrazował Jacek Dukaj w „Perfekcyjnej Niedoskonałości”. Oczywiście Dukaj jest jednym z wielu ludzi kultury, którzy przedstawiają taką wizję świata. Ostatnio z taką wizją miałem przyjemność obcować w grze „Transistor”, w której wraz z Red (niemą wokalistką) przemierzamy nieznane miasto przyszłości, a towarzyszy nam… gadający miecz.

2458506-3983564638-trans

Tytułowy Transistor to miecz, oczywiście nie w klasycznym tego słowa znaczeniu – mamy tu do czynienia z cyberpunkową reinkarnacją tej antycznej broni. Miecz ten poza podstawową swoją funkcją, czyli siekaniem przeciwników, pozwala w swoisty sposób zakląć w sobie osobowości zabitych ludzi. Dodatkowo zaklinanie nowych osób dodaje nowe, użyteczne podczas walki funkcje – w ten sposób twórcy sprytnie zaszyli w grę motyw rozwoju postaci. Jak dobrze wnioskujecie gra jest mocno zakręcona, ale to nie koniec: miecz mówi! Bohaterka za to jest niemową. Także praktycznie przez całą grę słyszymy monolog Transistora z którego dowiadujemy się jak wygląda tło fabularne prezentowanej historii. Nie chcę tu zdradzać wątków fabularnych, dlatego tylko powiem, że jest ona świetna.

peeps

Równie świetna jest oprawa audiowizualna. Projekty postaci, tła oraz adwersarzy są najwyższej próby. Wydaje się, że graficy podnieśli sobie poprzeczkę, którą wcześniej zawiesili dosyć wysoko tworząc wizualny majstersztyk, czyli Bastion. Oczywiście wszystko okraszone jest szczegółową animacją bohaterki oraz przeciwników. Podczas walki towarzyszy nam pełna gama efektów specjalnych: wybuchy, rozbłyski, wiązki świateł, itp. Niestety czasami jest ich zbyt wiele i engine gry nie wyrabia; jednak zdarza się to okazjonalnie i tylko w końcowych fragmentach gry, gdy atakuje nas sporo przeciwników i nie ma to większego wpływu na odbiór gry. Na osobną pochwałę zasługują „filmowe” przerywniki. Napisałem filmowe w cudzysłowie dlatego, że przeważnie składają się one ze statycznych postaci przesuwanych po dynamicznym tle. Niby nic specjalnego, ale jakość designu i wykonania, powala. Podczas gry towarzyszy nam elektroniczna muzyka skomponowana przez Darrena Korba (wcześniej Bastion) – utwory przyjemne, w większości instrumentalne (z okazjonalnym nuceniem głównej bohaterki). Oczywiście podczas walk mamy do czynienia z bardziej dynamicznymi motywami – trzymają one poziom reszty utworów. Jeśli chodzi o dubbing to został on wykonany poprawnie. Głos Transistora ani nie mrozi ani nie grzeje. Reszta postaci to tylko tło.

transistor-screenshot-05-ps4-us-23apr14

Przejdźmy do sedna gry, czyli walki (w której spędzimy około 75% rozgrywki). Autorzy zaprojektowali bardzo fajny pasywno-agresywny system: podczas walki Red ma możliwość zatrzymania czasu, wtedy też może zaplanować kolejne swoje ruchy. Oczywiście każda akcja zmniejsza pulę punktów ruchu, po wyczerpaniu której możemy zaobserwować efekty naszego planowania. Do momentu regeneracji wszystkich punktów ruchu jesteśmy praktycznie bezbronni. W tym czasie najlepiej trzymać się z dala od przeciwników. Walka bardzo często zmienia swój rytm, od powolnego planowania kolejnych kroków podczas fazy stazy do bardzo dynamicznej ucieczki przed goniącym nas wrogiem i oczekiwaniu na moment, w którym ten cholerny pasek punktów akcji zregeneruje się. Po zakończonej walce i wbiciu kolejnego poziomu postaci, bardzo często dostajemy nowe funkcje miecza, które możemy łączyć, przez co walka nigdy nie jest nudna. Bardzo gęsto rozsiane są save pointy w których możliwa jest rekonfiguracja funkcji miecza. Na przykład, dostałem funkcję, która na pewien czas zmienia przeciwników w naszych popleczników. Podczas pierwszej walki, używając tej funkcji napuszczałem pojedynczego przeciwnika na resztę adwersarzy, którzy szybko go pacyfikowała. Niestety, takie walki trwały długo i były mało efektowne. Podczas kolejnej rekonfiguracji postanowiłem połączyć ww. funkcję Friend z pociskiem, który odbijał się od kolejnych przeciwników. Efektem tego był pocisk, który zamieniał połowę przeciwników w moich „przyjaciół” – po jednym takim strzale mogłem stanąć obok i patrzyć na zwalczające się dwie grupy potworów. Cóż za widok!

Gra jest dla mnie sporym zaskoczeniem, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie spodziewałem się, że będzie aż tak dobra, szczególnie mając w pamięci poprzednią produkcję studia, czyli Bastion – która była co najwyżej dobra. Na szczęście wraz z Transistor twórcy zmienili podejście do walki, co zdecydowanie wyszło grze na dobre. Średnio gra wystarcza na 7-8 godzin, jednak jest to czas napakowany akcją i nim się obejrzymy dotrzemy do końca. Polecam tę pozycję każdemu kto na jakiś czas chce sobie odpocząć od gier typu AAA. Znajdziecie tu coś innego a zarazem bardzo dobrego.

Dodaj komentarz