Wiedźmin 3: Dziki Gon – Krew i Wino

„Krew i Wino” to ostatni dodatek do trzeciej części Wiedźmina. Chociaż nie wiem czy słowo dodatek tutaj pasuje, gdyż w Toussaint jest tyle do zobaczenia i zrobienia, że wystarczyłoby na niejedną grę. Dodatkiem tym autorzy prawdopodobnie będą chcieli pożegnać się z serią gier o Geralcie. Czy to pożegnanie jest godne tak zacnej serii gier? Przekonajmy się!

Wjeżdżając do Toussaint ukazują nam się widoki podobne do tych które możemy spotkać Toskanii i Prowansji. Kraina wygląda dokładnie tak jak ją opisał Sapkowski w swojej powieści. Wszechobecna jest atmosfera sjesty i sielanki, a kolory aż wylewają się z ekranu – co stoi w sporym kontraście z pozostałymi krainami odwiedzanymi w grze. I bardzo dobrze, gdyż nareszcie możemy zobaczyć coś nowego, coś co na pewno zapadnie nam w pamięci. Autorzy byli tak szczegółowi, że nawet postacie chłopów i innych NPC szwendających się po okolicy zostały specjalnie przygotowane dla Toussaint. Jak się później okazuje przygotowano nie tylko nowy wygląd, ale także odzywki: nie raz będziemy świadkami wypowiedzi NPC nawiązujących do polskich piosenek, filmów czy też hitów Youtube. Na przykład uganiając się za potworem w kamieniołomach natknąłem się na chłopa, który skarżył się: „Bo mnie boli nie?” – a potem leciała cała kwestia Cygana z tego filmiku: https://youtu.be/PgQabaeQCfs. Takie smaczki budują atmosferę swojskości gry 🙂 Sielankowa kolorystyka dotknęła również napotkane w Toussaint potwory. Archespory, szarleje, pantery, wampiry – wszystkie świetnie wyglądają i tak samo się ruszają. Na szczęście nie są to stare potwory w nowych skórkach – walki z każdym z nich trzeba uczyć się od nowa i wydaje mi się że są trudniejsi niż w poprzednim dodatku. Oczywiście pod względem technicznym niewiele się zmieniło: gra dalej wygląda świetnie, ale też cierpi na okazjonalne spadki ilości klatek na sekundę; nie przeszkadza to jednak w komfortowej zabawie.

Kotlina Vedette
Kotlina Vedette

Jeśli chodzi o oprawę audio to autorzy znowu stanęli na wysokości zadania. Ścieżka dźwiękowa świetnie nadaje się do słuchania w aucie lub w domu, a w połączeniu z serwowanymi przez grafików pejzażami tworzy komplementarną całość. Z największą przyjemnością powitałem kolejne utwory towarzyszące walkom – poprzednio moim największym zarzutem pod względem sfery audio było słuchanie tego samego utworu podczas kolejnych starć. Aktorzy podkładający głosy pod nowych bohaterów spisali się poprawnie, a Jacek Rozenek grający Geralta dalej ma to coś co utwierdza mnie w przekonaniu, że został idealnie dobrany do roli wiedźmina. Jak już wcześniej wspomniałem, za sprawą kwestii wypowiadanych przez napotykane postacie (czy to chłopów, czy błędnych rycerzy) mamy wrażenie jakbyśmy przenosili się w średniowieczny słowiański klimat, ale z pewnymi odniesieniami do współczesności. Ten zabieg świetnie zmniejsza poczucie imersji i jest jedną z wielu składowych nie pozwalających oderwać się od gry.

Rozgrywka zmieniła się niewiele od czasu poprzedniego DLC i wcale nie jest to zarzut. Autorzy zaserwowali nam przemodelowany interfejs – nie jestem jego fanem, ale ujdzie w tłumie. Pojawiła się też nowość w sferze rozwoju postaci czyli mutacje, które dopakowują i tak już potężnego wiedźmina – odblokowuje się je podczas jednego z questów. Dzięki mutacjom możemy rozwinąć Geralta w jednym z wybranych kierunków: walka, alchemia lub znaki. Działa to podobnie jak mutageny, ale wydaje się że dodatkowe atrybuty dużo bardziej wzmacniają postać. Dodatkowo, rozwijając równolegle dwie różne ścieżki (np.: walka i alchemia) możemy odblokować bonusowe umiejętności takie jak szał bojowy, itp. Jest z tym sporo zabawy, a dobrze przemyślany rozwój pozwoli nam nawet na komfortowe szlachtowanie potworów będących na o wiele wyższych od nas poziomach.

Jak to zwykle w Wiedźminie chlebem powszednim rozgrywki są zadania poboczne. Tych oczywiście jest mnóstwo, a za ilością idzie również jakość. I w tym przypadku autorzy konsekwentnie postawili na uwielbianą przeze mnie swojskość. Przyjdzie nam zmierzyć się z machiną biurokracyjną banku, jakże podobną do tej w naszych urzędach, wraz z mieszczanami będziemy szukać jajec posągu – bardzo cennych, bo dotknięcie ich działa lepiej niż Viagra. No i oczywiście musimy trzymać się na baczności, żeby jakaś krowa nie spadła nam na głowę – jednemu nieszczęśnikowi przytrafiła się ta niecodzienna atrakcja, a tajemniczą śmierć będzie musiał wyjaśnić nie kto inny jak Geralt. Podczas zabawy z dodatkiem nie raz parskniemy ze śmiechu, ale jest też miejsce na poważniejsze sprawy. Autorzy znaleźli odpowiedni balans między błazenadą a niepotrzebnym patosem – o rzeczach poważnych potrafiła mówić z przymrużeniem oka i vice versa.

Miasto Beauclair
Miasto Beauclair

Niestety największym minusem „Krew i Wino” jest fabuła. Po znakomitej historii z dodatku „Serce z kamienia” spodziewałem się podobnego poziomu w najnowszym DLC – niestety ten element najbardziej zawodzi. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy są mało przekonujące postacie wiodące. W „Serce…” mieliśmy do czynienia z 2 intrygującymi bohaterami: Gaunter o’Dim, którego prawdziwa tożsamość i zamiary do samego końca są zagadką. Drugą świetną postacią był Olgierd von Everec – nieśmiertelny kozak (nomen omen), który wręcz epatował charyzmą i inteligencją, a wokół jego burzliwej przeszłości autorzy zbudowali kapitalny wątek przewodni. W „Krew…” mamy do czynienia z bohaterami znanymi z książek, a mianowicie Anną Henriettą i, uwaga fanfary, Emiel Regis Rohellec Terzieff-Godefroy. Mogłoby się wydawać, że postacie „książkowe” są gwarancją jakości, niestety Anna Henrietta wypada bardzo nieautentycznie: z pełnej gęby księżnej potrafi przeistoczyć się w amazonkę poprzez… zerwanie spódnicy na oczach dworzan i wskoczenie na konia w celu uratowania jednego z błędnych rycerzy. Po tej scenie na usta cisnęły mi się tylko trzy słowa: WTF. Dalej nie jest dużo lepiej – jej decyzje potrafią zaskoczyć, gdyż bardziej przypominają kaprysy 12 letniej princessy, niż dorosłej arystokratki. Do tego ma manierę pojawiania się w każdym miejscu, gdzie dzieje się coś niebezpiecznego (natura amazonki) – jak już wspomniałem wypada to mało wiarygodnie, aby osoba o takim stanowisku pojawiała się w miejscach zasadzek lub zbrodni. I to bez obstawy. Z kolei wampir Emiel trochę różni się od moich wyobrażeń wyniesionych  z lektury wiedźmińskiej sagi. Tam epatował wręcz elokwencją, inteligencją, charyzmą i pewnym rodzajem wyższości nad innymi. Autorzy starają się rysować wszystkie wyżej wymienione cechy postaci, niestety wychodzi im tylko szkic a nie pełnoprawne dzieło rysownicze. To znaczy widzimy te wszystkie cechy u Emiela, ale jakoś nie pasują do tego co widzimy na ekranie. Natomiast całość fabuły kręci się wokół wyjaśnienia morderstw nękających Toussaint – nie ma w tym nic specjalnego, nic czego nie znalibyśmy już z książek. Szkoda, że autorzy nie postawili, np.: na konwencje noir, ale to pewnie by wymagało sporo nakładów pracy w sferze grafiki – ale na pewno byłoby to coś zaskakującego. I właśnie elementu zaskoczenia najbardziej brakuje fabule „Krew i Wino”. W pierwszym dodatku chłonęło się fabułę i postacie, a w „Krew…” chłonie się świetnie wykreowaną krainę z całym jej inwentarzem.

Dolina Sansretour
Dolina Sansretour

Po odpaleniu Wiedźmina 3 po kilku miesiącach przerwy widząc jak Płotka niezdarnie wybiega zza krzaków od razu wróciło mnóstwo wspaniałych wspomnień (przy okazji warto usłyszeć dialog Geralta z Płotką w którą wciela się sam Wojciech Mann!). „Krew i Wino” to świetne zakończenie przygód Geralta – może ten dodatek nie jest tak dobry jak „Serce z Kamienia”, ale dalej trzyma wysoki poziom serii. Także na pytanie postawione we wstępie mogę z czystym sumieniem odpowiedzieć: tak. „Krew i Wino” pomimo kilku minusów i wpadek świetny kawał gry, który na pewno zostanie na długo w pamięci. Wieśku! Będę tęsknił…

Tytuł: Wiedźmin 3: Dziki Gon – Krew i Wino

Producent: CD Projekt RED

Wydawca: CD Projekt RED

Data Wydania PS4: 31 maj 2016

Dodaj komentarz