Life is Strange – PS4

Są gry o których zapominamy zaraz po obejrzeniu napisów końcowych. Są też gry, które powodują wręcz efekt odwrotny, czyli natychmiastowo odciskają na nas swoje piętno i towarzyszą nam na długo po ich skończeniu. Taką grą dla mnie okazała się Life is Strange, czyli opowieść o (nie)typowej nastolatce mieszkającej w małej amerykańskiej mieścinie. Czym ta, wydawałoby się, teenage drama przyciągnęła mnie, a także miliony innych ludzi do telewizorów? Mam nadzieję, że na moim przykładzie uda mi się wytłumaczyć fenomen tego tytułu.

Życie Max Caulfield nie wskazuje żadnych oznak niezwykłości. Jest normalną uczennicą normalnej szkoły średniej w normalnym miasteczku, a to wszystko w normalnym stanie jakim jest Oregon. Jednak pewnego dnia życie nabiera nowej intensywności gdy okazuje się, że Max potrafi cofać czas. Od tego momentu żywot Max przypomina jazdę roller coasterem. Dzięki nowej zdolności Maxine potrafi natychmiastowo zjednywać sobie ludzi, a robi to na wzór bohatera Dnia Świstaka, który dowiadywał się wszystkiego co możliwe o ludziach, aby wykorzystać to do nawiązania szybkiej „przyjaźni”. W Life is Strange nie musimy wprawdzie czekać całego dnia na efekty naszych decyzji, wystarczy że po dialogu cofniemy czas i użyjemy zdobytej informacji do zmanipulowania delikwentki lub delikwenta. Niestety, tak jak miecz ma dwa ostrza tak i manipulacja czasem ma swoje minusy. Niejednokrotnie będziemy świadkami, złych rzeczy które przytrafiają się naszym bliskim, a długoterminowe efekty intryg Maxine mogą okazać się wręcz katastrofalne (co zapowiada jedna z pierwszych scen w grze). Chociaż Max jest nad wyraz dojrzała jak na swój wiek to i tak średnio radzi sobie z emocjami i decyzjami jakie przychodzi jej podejmować. I to jest jednym z czynników czyniących grę tak wyjątkową – ciekawe, wiarygodne i dające się lubić postacie. Rzadko w której grze mamy do czynienia z postaciami, które od razu możemy polubić, a w Life is Strange jest ich cała plejada. Działa to też w drugą stronę, a mianowicie od razu możemy wyczuć że z pewnymi ludźmi jest coś nie tak, ale też bez przesady gdyż fabuła nie raz potrafi zaskoczyć. A ta kręci się wokół próby zabójstwa najlepszej przyjaciółki Max, czyli Chloe. Główna bohaterka jest świadkiem całego zajścia i w tym też momencie odkrywa swoje niezwykłe zdolności. Po tej scenie następuje seria wydarzeń, które są typowym efektem motyla. Ale więcej nie chcę zdradzać, aby nie psuć zabawy.

Life Is Strange™_20170307172204

Jak już wspomniałem głównymi atutami gry są postacie i fabuła – wyraźnie na tych elementach skupiali się autorzy gry podczas produkcji. Sam gameplay jest powtarzalny i sprowadza się głównie do jednego – przewijania czasu i sprawdzaniu jak nasze akcje wpływają na otaczającą nas przestrzeń. Efekty tego nie raz potrafią być zaskakujące – raz w zabawny, raz w tragiczny sposób. Fabułę pchamy dalej, gdy zrobimy czynność przewidzianą przez twórców – czyli standard. Można zaryzykować stwierdzenie ,że w większości przygodówek gameplay nie gra pierwszych skrzypiec i tak samo jest tu, więc można to Life is Strange spokojnie wybaczyć. Grafika trzyma poziom rozgrywki – czyli nie zachwyca. Całość zbudowana na silniku Unreal Engine 3 i mocno uwypukla jego ułomności… widoczne doczytywanie tekstur, średniej jakości modele przedmiotów i tylko trochę lepsze modele postaci oraz dosyć tendencyjnie animacje. Widać, że gra była robiona z myślą o konsolach poprzedniej generacji i tylko skonwertowana na mocniejsze maszynki. Sam styl graficzny, który zaserwowali nam autorzy może się podobać, po prostu elementy techniczne nie nadążają za zaproponowanym konceptem. Ale ponownie podkreślę, tak jak w przypadku gameplay’u, że to nie jest solą tej gry, a jest nią oczywiście świetna fabuła i gra na emocjach. A te są odpowiednio oddane za pomocą świetnej warstwy audio – głosy zostały bardzo dobrze dobrane do postaci a wszystko to zostało okraszone świetnym soundtrackiem w klimatach indie rocka, którego chętnie słucham po dziś dzień i który znakomicie broni się nawet bez gry.

Life Is Strange™_20170306203017

Pomimo że gra ma wady (a która ich nie ma) to jej zalety w przytłaczający sposób nad nimi górują. Jak już wspomniałem siłą gry są wywoływane przez nią emocje – mamy do czynienia z całą ich paletą. Ale nie tylko to nas przykuwa do telewizora, Life is Strange jest bardzo mocno osadzone we współczesnej popkulturze i co chwila odkrywamy nawiązania do książek, filmów lub też innych gier. Jedną z głównych inspiracji jest oczywiście Efekt Motyla i można powiedzieć, że motywy z tego filmu to myśl przewodnia gry. Drugą ważną inspiracją, jest jak już wspomniałem Dzień Świstaka – widzimy wręcz te same zagrania, których używał Phil w celu zjednania sobie mieszkańców Punxsutawney. Zresztą najlepiej odkrywać wszystkie smaczki w trakcie rozgrywki, a o tych których nie wyłapiemy warto poczytać na forach internetowych lub na wiki – często pomogą w zrozumieniu sceny lub spojrzeniu na nią z innej strony. Poza świetnymi nawiązaniami do popkultury autorzy przykuwają uwagę graczy również poprzez poruszane tematy. Jak już wcześniej wspomniałem decyzje Max mają bardzo duży wpływ na jej życie, jak i życie jej najbliższych. Na pewno często zadajecie sobie pytanie: co by było gdyby? Bohaterka równie często zadaje sobie to pytanie z tą małą różnicą, że może na własnej skórze przekonać się o mocy „gdyby”. Jak zwykle w takich wypadkach efekty małej zmiany w przeszłości, zmiany która miała wyjść nam na dobre, niestety kończą się w opłakany sposób. I właśnie te konsekwencje i emocje im towarzyszące to jeden z głównych atutów gry. Przerabiamy pełne spektrum nieszczęść jakie może dotknąć człowieka i często odczuwamy nieubłaganą siłę determinizmu. Dlatego też polecam każdemu aby doświadczył tych emocji przy pomocy Max i zastanowił się przed kolejnym zadaniem pytania: co by było gdyby? Bo może tak jak jest to nie najgorsza wersja wydarzeń?

Dodaj komentarz